Jak z Tobą, Joanno

No i nastał ten czas,

w którym opadają nie tylko liście, ale i ręce. Jesień przyszła, a może nawet i zima, bo od wczoraj na zmianę sypie i leje, leje i sypie. Czas jesiennej depresji, hitów w stylu „Mam znowu doła, znów pragnę śmierci…”, podżerania Kinder Bueno, by życie stało się trochę bardziej bueno i by insulinowy szok z lekka znieczulił ten jesienny ból istnienia. 

Powiem tak.

Gdybyś mieszkała bliżej, wbiłabym Ci na chatę, z torbą zajechanych płyt CD z nutą, przy której wyje się nie tylko do księżyca, z muzą w stylu „powoli właź na mnie”, ze słoikiem Nutelli (po ostatnim raporcie  Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności idealnie wpisuje się w klimat jesiennych skłonności samobójczych ;)) lub kilkoma sztukami „słodkiej chwili”. Wskrzesiłybyśmy czasy z lat szkolnych, kiedy to, dokonawszy bilansu zysku i strat, uznawałyśmy, że lepiej jest zostać w domu niż ryzykować otrzymaniem siedmiu bań w szkole i zasiadałyśmy pod kocem w Twoim pokoju, w mieszkaniu Twojej babci, w którym sąsiadki spotykały się na wspólne oglądanie „Klanu”.

Może

włączyłybyśmy sobie Ally McBeal. Ten odcinek, w którym Larry lepi dla Ally bałwana, a ona przechowuje go w lodówce zupełnie nie przejmując się, że psuje się wyciągnięte na blat mleko i twaróg. Może zapodałabyś „Kartkę z kalendarza” albo „blues o czwartej nad ranem” i zrobiłoby się tak sentymentalnie, tak smutno, że aż pięknie.

Mogłybyśmy pójść na spacer poszurać w liściach i zainspirować się kaczkami pływającymi po Odrze, a potem napisać o tym wiersz i wygrać jakiś konkurs dla wierszokletów w Grudziądzu. Albo innym Choszcznie. Znów na gali rozdania nagród wywołana zostałabyś na scenę jako Janina, a ja znów zostałabym Magdaleną Shołt.

Nie siedziałybyśmy wgapiając się w telefony, nie sprawdzałybyśmy czegoś ciągle w necie. Godzinami zastanawiałybyśmy się, jak nazywał się ten aktor z tego filmu, cośmy go widziały na DKF-ie, albo leciałybyśmy do biblioteki sprawdzić, co to symulakrum. Biedne bibliotekarki przynosiłyby kolejne słowniki i nerwowo je wertowały, by sprostać postawionemu przez nas zadaniu.

Gdybyśmy mogły wskrzesić dawny czas, może napisałybyśmy do Kuby krótką wiadomość tekstową z pytaniem, czy dziś wspólna kawa?, a On może odpisałby po prostu: ok. Może pojechalibyśmy nad Dębową puszczać kaczki albo u Niego na kawie gadalibyśmy o miłości, która wtedy była taka skomplikowana, wielowarstwowa, pełna cierpień i uniesień. Zabrałybyśmy od Niego kilka książek i czytałybyśmy je potem na sprawdzianie z matematyki, oddawszy pustą kartkę już na początku.

Gdybyś

znów mieszkała kilka ulic dalej. Gdyby świat mógłby być młodszy o kilkanaście lat… gdybyś choć dziś mogła odebrać telefon… Cóż mi pozostaje? Wyciągam koc i włączam SDM. Za oknem szarość. W kubku kawa z mlekiem. Nigdy nie smakuje tak jak u Ciebie. Jak z Tobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.