Jest rak, jest impreza

jest rak, jest impreza

Madzia, pytasz mnie czy ja pamiętam…?

A można wymazać z pamięci rok życia? Cały okrągły rok? Bo ja niestety pamiętam wszystko…

Pamiętam nasze nieprzespane noce, podczas których zastanawiałyśmy się jak Jej pomóc. Co robić? Zbierać pieniądze? Organizować koncert? Szukać grup wsparcia? Co robić, żeby Tej dziewczynie pomóc? Żeby nie została z tym sama.

Ale Ona nie chciała. Nie pozwoliła nam nic organizować, nikogo powiadamiać. Prosiła tylko, żeby być przy Niej. Z Nią. By nie musiała myśleć codziennie, że umiera. By czuła, że wciąż żyje.

I tak jak pisałaś w poprzednim liście, były nocne spacery nad Odrą, śpiewy o czwartej nad ranem, szampany w parku wypite. I łzy. Te ze śmiechu szczerego, którego tak często miałyśmy ataki. I te ze smutku rozdzierającego serce.

Były też łzy bezsilności. Na nie pozwalałyśmy sobie tylko na osobności, kiedy Jej już z nami nie było. Czasami pytała nas czy jesteśmy z nią tylko z litości, czy robimy to tylko przez wzgląd na jej chorobę. No co Ty, zwariowałaś? – odpowiadałyśmy. -My Cię uwielbiamy! I taka była prawda. Uwielbiałyśmy naszą Genialną Przyjaciółkę. Idealnie wpasowała się w nasze towarzystwo. Rozumiała nasze irracjonalne poczucie humoru, nadwrażliwość na świat. W przypływie emocji stworzyłyśmy tzw. Wielką Trójkę. Ty, ja i Ona. Ja byłam samozwańczym przywódcą. Którego nigdy nie chciałyście uznać. Ale zabawa była przednia.

jest rak, jest impreza

Gorzej było kiedy jeździła do szpitala. Czekałyśmy niecierpliwie, aż się odezwie, da znać co i jak. A kiedy już dzwoniła ze szpitalnego korytarza i opowiadała o małych dzieciach dzielących z Nią pokój na onkologii, o tych łysych główkach płaczących w nocy w białe poduszki…

jest rak, jest impreza

Magda, to był ciężki rok. Zgodnie uznałyśmy, że matura to bzdura. Bo czymże jest matura wobec koleżanki, która umiera…? Ona nie miała czasu na naukę. Nie miała czasu na czytanie lektur. Musiała mierzyć się ze swoim własnym, osobistym dramatem. Dopiero kiedy nauczycielka języka polskiego poznała prawdę, nie musiała tak bardzo martwić się zaliczeniami. Maturę zaliczy. W końcu nauczyciel to też człowiek.

Razem z nami przeżywały to nasze rodziny. Przecież to mogłyśmy być my. O Jej chłopaku i jego rodzinie nawet nie wspomnę. On poruszyłby niebo i ziemię dla Niej. Gdyby to tylko coś dało…

Wielka Trójka w końcu się rozpadła. Musiałyśmy ją rozwiązać. Nie można tworzyć trójki w dwójkę. A Jej już nie było.

Magda, to był ciężki rok. I długi. Już nie wiem, w którym momencie zaczęło coś pękać. Kilka rys. Kilka maleńkich, nieszczelnych dziurek, które zaczęły przeciekać. Kropelki prawdy, które początkowo próbowałyśmy ignorować. Bo przecież jak…? Przecież to niemożliwe. Nikt nie zrobiłby czegoś takiego. Tym bardziej Ona. Nasza przyjaciółka. Genialna Przyjaciółka, jak Ją nazwałaś.

Woda prawdy w końcu się wylała. Zalewając nas swoim bezmiarem kłamstw, okrucieństwa i podłości. Bo jak podłym człowiekiem trzeba być Meg, żeby wymyślić coś takiego? Co to miało być- zabawa w umieranie? Udawać można, że się ma grypę, żeby nie iść do szkoły na kartkówkę, ale raka? Raka?! Jest rak, jest impreza. Have rak, have fun. Myślałam nad tym wielokrotnie. I nadal nie wiem. Nadal nie wiem dlaczego i jak. Gdyby rozważać to w kategorii korzyści, okej, jakieś korzyści w szkole uzyskała. Ale My? Jej chłopak? Czy drugi człowiek nie miał dla Niej jakiejkolwiek wartości?

Widziałam kiedyś w gazecie nagłówek: Udawała raka, żeby coś tam, coś tam. Nie pamiętam co. Pamiętam, że pomyślałam, że nie ona pierwsza. Genialna Przyjaciółka była już przed nią. A może to znowu Ona? W końcu ma już wprawę, może za drugim razem będzie jeszcze lepsza w udawaniu bólu, zakładaniu opatrunków, kłamaniu prosto w oczy. Czyli jest więcej chorych, wypranych z uczuć ludzi.

Wiesz Meg, mam w sobie wielki żal. I nie wiem jak się go pozbyć. Kiedyś Ją wręcz nienawidziłam. Za to, że śmiała zadrwić sobie z cierpienia innych. Z tych, którzy naprawdę codziennie walczą z chorobą. Którzy naprawdę tracą włosy i wymiotują po chemii. Którzy  naprawdę umierają. Ona urządziła z tego cyrk. Jest rak, jest impreza. Ty byłaś wtedy chora, chorował mój Tato, ale odsuwałyśmy to na bok, nasze problemy wydawały się małe w porównaniu z Jej problemami. Tego też mi żal…

Podobno karma wraca. Kiedyś jej tego życzyłam. Myślałam sobie- skoro tak bardzo chciałaś mieć raka to miej, proszę bardzo. Wstydzę się tego teraz. Bo nikomu nie życzę takiej karmy. Nikomu.

Żal mi naszego ostatniego roku razem. Przez Nią wszystkie wspomnienia straciły na wiarygodności. Nie wiadomo co było prawdą, a co fikcją. Które emocje były prawdziwe, a które wymuszone.

Tylko my byłyśmy prawdziwe. I za to Ci dziękuję. Za pewność, że każda chwila spędzona z Tobą była prawdziwa.

 

pozdrawiam

Joanna- Przywódca Wlk Dwójki

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.