Kilka słów o miłości

miłośćJoanno,

obiecywałam Ci regularne pisanie, korespondencję jak w zegarku, zero spóźniania. Rygor prawie jak w liceum podczas lekcji historii u Urszuli Stefanii zwanej Usią… No ale Ty nie masz szminki na zębach ukazywanych w złowieszczym uśmiechu, nie wezwiesz mnie na traumatyczną rozmowę po lekcjach i nie masz mocy uwalenia mnie na maturze, więc cóż… może i nieco po czasie, ale jestem i już biegnę do Ciebie z listem pełnym słodkich słów. Słów o miłości.

Słodkich! Ach! Joanno moja droga! W weekend byłam na cudownym ślubie i weselu. Wyobrażasz sobie, że ja kiedyś nie lubiłam ślubów? Akceptowałam je tylko w telewizji i to tylko wtedy, gdy na uroczystości obecny był Hugh Grant. Ale odkąd sama jestem mężatką śluby uwielbiam. To święto każdego małżeństwa. To święto miłości. Jeden jedyny raz, kiedy nie gada się o niczym innym. W tym dniu miłość jest na pierwszym miejscu. Jest najważniejsza.

miłośćDobrze jest pójść na ślub. Uporządkować w głowie swoje sprawy, na nowo ustalić priorytety. Spojrzeć na siedzącego obok męża nie jak na gościa, który po prostu jest, lecz jak na tego, którego się wybrało. Spośród wszystkich innych. Na zawsze. To takie odświeżające. Spada szara maska codzienności, posklejana ze zwyczajnych dni, myśli, słów. Pod nią widzisz kogoś, kto spośród wszystkich innych wybrał właśnie Ciebie. Na zawsze.

Pamiętasz to uczucie, które rodzi się, gdy odkrywasz, że ktoś chce Ci ofiarować cały świat? Przypomniałam je sobie podczas tego ślubu. Odnalazłam je w drżeniu głosu pana młodego, w splecionych dłoniach nowożeńców, w ich spojrzeniu.

miłośćPamiętasz swój ślub? Pierwszy taniec? Pierwsze słowa Twojego męża skierowane do Ciebie? To, jak wsuwa Ci obrączkę na palec? Jak trzęsą mu się przy tym dłonie? To wspomnienia, które na co dzień schowane są w jednej z szuflad pamięci, podczas ślubnej ceremonii nagle zaczynają szaleć. Otulają Twoje serce jak ciepły szal. Masz ochotę wtulić się w silne ramiona Twojego męża i powiedzieć Mu: Tak. Dzisiaj też wybieram Ciebie. Masz tak?

Przypominam sobie swój ślub, to drżenie kolan i głosu, tę pewność i niepewność jednoczesną. I radość. I miłość. Miłość! W tym całym zagonieniu, zwyczajnym życiu, pośpiechu, pędzie do pracy, staniu przy garach, zeskrobywaniu jedzenia z podłogi, które dziecko wyrzuciło podczas badania grawitacji, kto pamięta o miłości? Że jest i że jest tym czymś, co pozwala przenosić góry, dawać nadzieję, siłę do walki, dawać sens? Kto o tym myśli? Kto myśli przy myciu garów o miłości?

A przecież to właśnie miłość. To stanie przy garach, dbanie o wspólny dom, posiłki, wychowywanie dziecka, robienie herbaty z cytryną i miodem. Bo taką lubi. Zmęczeni, źli, znudzeni rutyną i pędem dnia zapominamy o tym, co jest ważne. I dlaczego robimy to, co robimy.

Dlatego dobrze jest pójść na ślub. Uporządkować sobie siebie. Jeszcze raz przeżyć zachwyt nad miłością. Jeszcze raz poczuć jej moc. Pomyśleć:

miłośćWybieram Ciebie na zawsze. Dziś. Choć znam Cię lepiej niż wtedy. Choć za nami burze z ciszą ratunkową, nosy pełne much i stoczone batalie (p)o nic. Choć odkryłeś przede mną wszystkie karty, nawet te ciemne.

Wybieram Ciebie, na zawsze. Dziś. Bo znam Cię lepiej niż wtedy. Bo za nami burze z ciszą ratunkową, nosy pełne much i stoczone batalie (p)o nic. Bo odkryłeś przede mną wszystkie karty, nawet te ciemne. Bo jesteś mój. Na zawsze. I nic tego nie zmieni.

Dobrze jest pójść na ślub, weselić się świeżą i jasną miłością innych. I odkryć ją w sobie na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.