Przychodzi baba do mechanika i o tym, jak zostałam Mamutem

Zadam Ci jedno ważne, ale to bardzo ważne pytanie, które ciśnie się na usta większości postronnych ludzi- Co Ty na tym wychowawczym robisz??? Bo biadolisz i biadolisz. Że czas zasuwa jak Struś Pędziwiatr po pustyni. Że się nie wyrabiasz. Że nie ogarniasz. Ale że co? Że z czym? Jedyne co możesz wyrabiać to ciasto na pierogi. I to w dodatku bez mięsa. Mieszkanie szybko omieciesz, bo metraż niewielki, zwierząt brak, powinnaś leżeć i pachnieć. Och Meggie, Meggie…a ty leżysz i jęczysz. Czyli constans, jakby to powiedział nasz pan od fizyki. Nic się nie zmieniło u Ciebie od zerówki. W kwestii biadolenia of course. Bo poza tym trochę się pozmieniało. Na przykład urosły ci cycki. Good for you 🙂

Co do zbierania grzybów to może i dobrze, że nie praktykujesz. Ja już też nie. Po ostatniej niedzieli, kiedy zaprosiłam gości i siedząc wspólnie przy stole zaczęłam się drapać. Drapię się i drapię, aż myślę- sprawdzę ukradkiem, co to mnie tak swędzi. Podnoszę koszulkę i zgon. Kleszcz. Wkleszczony w mój obficie oblany tłuszczem boczek. No i czad- myślę. Zaraz wszyscy: A pokaż, A co tam masz. Zdjęcie nawet zrobili. Niby że do zdiagnozowania. Normalnie samych Housów zaprosiłam! Koniec końcem wylądowałam na holenderskiej Izbie Przyjęć. Ze zdjęciem kleszcza w telefonie i fonetyczną nazwą. TEEK. „Tyyyjk”-krzyczeli na dowidzenia goście, których zostawiłam w swoim domu. „Powiedz, że cię ‚tyyyjk’ ugryzł. Tylko nie mów, że na grzybach byłaś.”

Więc, jak sama widzisz moja droga Magdaleno, na grzyby jednak chodzić się nie opłaca. Jedyna korzyść taka, że dowiedziałam się, iż Holendrzy nie na wszystko stosują Paracetamol. Na kleszcza Paracetamol nie pomaga. Nawet w Holandii.

Postanowiłam się bardziej oszczędzać. W końcu grozi mi niedowład kończyn lub zapalenie opon mózgowych. Już czuję lekkie zawroty głowy. Może mieć to związek z butelką Malibu, którą na pocieszenie kupiłam. Jednakowoż to tylko poszlaki. No i właśnie, tu mi się nasuwa drugie pytanie do Ciebie: Czy ty naprawdę od dwóch lat i dziewięciu miesięcy nie miałaś alkoholu w ustach? Ani krzty? Ani naparstka? Ty, która swego czasu spijałaś piankę z cudzych piw w Tunelu? Ty, amatorka carskiego szampana? Szacun. Jesteś dla mnie niczym Madonna z Wielkim Cycem.

Bo ja kochana to urlopu nie mam. Ja zaiwaniam jak mały elektron w kole. Ostatnio na przykład u mechanika byłam. Niemieckiego, żeby było śmieszniej. Mąż mówi- jedź, ja wszystko już załatwiłem. Ty tylko jedź, oddaj auto, poczekaj, zapłać. Taaa…. Miało być dobrze, wyszło jak zawsze.

Mogłabym książką napisać. O tytule: „Przychodzi baba do mechanika”.

Przychodzi baba do mechanika

No więc przychodzi. A mechanik zaczyna nawijać. Po niemiecku. Ja tylko: Ja, ja, naturlich, jawohl. Rób to auto i spadam. Ale nie tak szybko. W końcu to Niemcy. Ordnung muss sein. Dwie godziny to ma trwać. To idę na miasto. Wracam po trzech godzinach, żeby dać im zapas czasu i co widzę? Moje auto stoi. Tam gdzie stało. Nie przesunęło się ani o centymetr. No jaja jakieś. Dzwonię do mojego, żeby mu powiedzieć, co o tym myślę i że jeśli jeszcze kiedyś wyśle mnie do mechanika to… Nie dokańczam. Brak środków na koncie. Jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie. Bo oto podchodzi do mnie pan mechanik i opowiada o czymś namiętnie. Wykonując gesty, które niby miały mi pomóc. Pomogły tyle, że poczułam się jak w Kalamburach u Krzysztofa Malajkata. Jednak hasła nie odgadłam. Hasło brzmiało: klocki hamulcowe i tarcze. Pokazał mi je palcem. Jakby widok ich cokolwiek rozjaśnił w mojej głowie. Keine ahnung chłopie. O-P-O-N-Y. Mówię wolno i wyraźnie. TIRES. BANDEN. Tylko to żeś miał, kurczaki, wymienić. Opony. Ja się nie znaju na klockach. Chyba że Lego. W myślach zabijam męża… Z mojej szczątkowej znajomości niemieckiego zrozumiałam, iż pan mechanik mówił, że nie wypuści mnie z takimi klockami, bo się na pierwszym drzewie roztrzaskam. I że chyba mnie mąż chce zamordować. Tu mi zaczęło coś świtać i układać się w całość… Dlaczego on mnie aż do Rzeszy wysłał? Mało to mechaników w Holandii? Muszę zadzwonić. To dzwoń- mówi mechanik. Ale z twojego telefonu- wyjaśniam. Ja nie mam pieniędzy. Keine geld. Pan mechanik coraz bardziej rozbawiony. W przeciwieństwie do mnie. Zadzwoniłam do Rafała, on mnie uratuje- sądziłam. ZONK. Bo oto mój mąż zadaje mi najdziwniejsze pytanie ever: No, a jak te tarcze wyglądają?

przychodzi baba do mechanika

Magdaleno, no jak te tarcze wyglądają? Równie dobrze mógłby zapytać o przeciwrakietowe. Nie widzę różnicy. Pamiętasz jak na środku Piastowskiej stanął mi mój stary Mercedes, a ja się rozpłakałam, wyszłam szybko, zamknęłam drzwi i uciekłam..? No właśnie…a mój mąż nie pamiętał. I stąd takie niestosowne pytanie. A propos Mercedesa- potem okazało się, że po prostu zabrakło paliwa. No cóż…zdarza się. Blondynkom nawet częściej.

przychodzi baba do mechanika

Także jeśli nadal sądzisz, że ja tu na obcej ziemi siedzę i popijam drinki z palemką, a na konto same ojroski wpływają to masz teraz lepszy wgląd w sytuację. Ja tu ciężko haruję. A do tego znoszę takie upokorzenia i kompromitacje. Traumy normalnie. Wrakiem człowieka jestem. A jeszcze kleszcze się mnie czepiają, szok.

Jak zostałam Mamutem

mamut

Z innych newsów to zastałam Mamutem. Extra, nie? Lisa najpierw mówiła na mnie „Mamu”. Niestety, potem dodała „t”. I teraz codziennie słyszę konwersacje w stylu: Gdzie Mamut? Mamut poszedł na górę.

Co do Twojej bułgarskiej łazienki. Im więcej o niej piszesz, tym bardziej jestem jej ciekawa. Budujesz napięcie jak Stephen King. Jako że kuchnię już pokazałaś (można ją podziwiać TUTAJ), nie daj się prosić i uchyl drzwi łaźni. Oglądałam dzisiaj Dzień Dobry TVN a propos polskich mieszkań. Tego czy wynajmować czy brać kredyt i kupować, itd. Może wypowiesz się w tym temacie, a ja napiszę jak wygląda sytuacja mieszkaniowa po stronie holenderskiej? Chyba, że się nie wypowiesz. To i tak napiszę 🙂

Kończę Kochana ten przydługi list o tym, jak przychodzi baba do mechanika i jak zostałam Mamutem. Strach pomyśleć, co będzie za tydzień.

c.d.n.

Joanna

5 thoughts on “Przychodzi baba do mechanika i o tym, jak zostałam Mamutem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.