Tragedia w Ustce czyli dziecko w morzu (nienawiści)

    tragedia w Ustcefot. Rozmówki polsko-holenderskie

Na własne oczy widziałam falochron, betonowe płyty i ponurą toń wody. Spacerujący tłum podziwiający zachód słońca. Rodziców przy pomniku syrenki, wózek z dzieckiem, migający flesz. Byłam tam.  

Morze nienawiści

Na falochronie w Ustce wydarza się tragedia. Wózek z dzieckiem wywraca się i 3,5 miesięczna dziewczynka wpada do wody. Pomimo heroicznego wyczynu spacerującego mężczyzny, który rzuca się za nią do wody i wyławia ją, jej stan jest ciężki. W szpitalu, w śpiączce farmakologicznej walczy o życie. Kilka zdań, sekunda nieuwagi i wielki dramat. I całe morze nienawiści.

Poczytałam komentarze internautów pod tekstami traktującymi o tym wypadku. Nie przebrnęłam przez wszystkie. Nie dałam rady. Zrobiło mi się potwornie smutno, a potem się wściekłam. Wściekłam się i usiadłam, by napisać o tym, jak bardzo nie rozumiem tej nienawiści, tej chęci dokopania leżącemu, chęci powiedzenia komuś „tak, jesteś debilem, jesteś gówno wart i zasłużyłeś na to, co ci się przydarzyło”, komuś, kogo spotyka tragedia, kto dostaje od życia cios, po którym zapewne szybko się nie podniesie.

Photo by Jan Böke on Unsplash

Tragedia w Ustce! Chcieli zrobić sobie selfie

Wystarczyło, że ktoś rzucił taką informację. Prawdziwą czy nie, nieistotne. Już podniosły się krzyki, że zamiast na dziecko, w srajfona się gapią. Że żałośni. Beznadziejni. Że do życia mogliby się wylogować. Jak media podały, że nie, że jednak nie zdjęcie, a drugie dziecko zajęło ich uwagę, to wylała się druga fala hejtu. Że gdzie z dwójką dzieci na spacer po molo? Że debile. Że bez pomyślunku, bez wyobraźni. Nieodpowiedzialni!

O tak. Tak bardzo lubimy dokopać innym. Nazwać głupszymi. Bo nam się nigdy nie zdarzyło zrobić sobie zdjęcia z mężem, podczas gdy dziecko spało w wózeczku. Bo przecież MY nigdy nie chodzimy z dzieckiem w tak niebezpieczne miejsca jak molo. Jak ulica. Jak przejazd kolejowy. Nam się nigdy nie zdarzyło odkleić rąk od rączki wózka. Niewidzialny butapren łączy nas i wózek w jedno ciało. Nic nie rozprasza naszej uwagi. Nigdy nie mieliśmy słabszego momentu. Chwili nieuwagi. Nigdy. My nigdy.

To tylko wycinek

Jak mnie to złości i smuci jednocześnie. Tak łatwo oceniamy. Krytykujemy. A przecież nie mamy całego obrazu sytuacji. Znamy tylko wycinek. Dlaczego nie przeszkadza nam to w wydawaniu opinii, często niesprawiedliwych i bolesnych? Spacerującym falochronem rodzicom dziecko wpada do wody – to tylko fragment historii, a już jesteśmy gotowi ich osądzić. A przecież może ten spacer był pierwszym od wielu miesięcy wyjściem, rodzinną randką na wymarzonych, wyczekiwanych z utęsknieniem i zasłużonych wakacjach. Może byli tak szczęśliwi, że zapragnęli uwiecznić to szczęście na fotografii. Na pewno nie sądzili, że za kilka sekund ich życie przerodzi się w horror. A może ich córeczka płakała całą noc, a oni na zmianę wstawali do niej, by ją tulić i uspokajać. Może to nie była pierwsza nieprzespana noc. Może ze zmęczenia, rozkojarzenia któreś z nich nie wcisnęło hamulca w wózku. Nigdy nie wybaczy sobie tej chwili nieuwagi.

Nie chcę nawet myśleć o tym, co czują ci ludzie. Jak bolesny musi być ten ciężar do dźwigania. Łoskot upadającego wózka. Widok ich dziecka wpadającego w ciemną toń wody. Bicie serca zagłuszające krzyki biegnących ludzi. Wspomnienia, które będą wracały nieustannie. I pragnienie, by były tylko koszmarem, z którego można się obudzić. I świadomość, że to niemożliwe.

tragedia w ustce
fot. Rozmówki polsko-holenderskie

Kiedy jedni przeżywają tragedię, drudzy krzyczą, że sami są sobie winni. A inni skaczą

Skaczą do wody. Nie pytając o nic. Ryzykują życie dla kogoś obcego. Kto z nas byłby na to gotów? By w ubraniu, z telefonem i portfelem w kieszeni rzucić się do kanału, by ratować cudze dziecko? Ja nie wiem, czy skoczyłabym za własnym. Pływam słabo, boję się wody, paraliżuje mnie na samą myśl o sytuacji, w której moje dziecko potrzebuje mojej pomocy w wodzie. Rodzice tej dziewczynki też nie skoczyli. Przyszedł im z pomocą ktoś obcy. Niczym zmaterializowany anioł stróż. Spacerowicz. Mężczyzna, który wypuścił dłoń spacerującej z nim kobiety, by bez zastanowienia skoczyć za małą, ale przecież zupełnie nieznajomą dziewczynką. Dla mnie superbohater. Bez którego w tej historii nie byłoby już nadziei. Większość komentujących milczy na jego temat. Woli poużywać sobie na tych, którzy popełnili błąd. Którzy okazali się słabsi. Napisać kilka słów z pogardą, poprawić sobie nastrój, poczuć się lepiej.

fot. Rozmówki polsko-holenderskie

Byłam tam. Na własne oczy widziałam falochron, betonowe płyty i ponurą toń wody. Spacerujący tłum oglądający zachód słońca. Rodziców przy pomniku syrenki, wózek z dzieckiem, migający flesz. To byliśmy my, ale to nie nas spotkała tragedia. A przecież mogła. Nieszczęśliwe wypadki się zdarzają. Na falochronie w Ustce, na przejściu dla pieszych, na placu zabaw w parku. Dlatego nie oceniajmy. Znajdźmy w sobie empatię. Bo na prawdziwy heroizm stać tylko nielicznych.

 

P.s. A jak to jest w holenderskich (lub innych zagranicznych) internetach? Też człowiek człowiekowi wilkiem? Oświećcie mnie proszę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.