Życie na emigracji- 7 rzeczy za którymi tęsknię

Życie na emigracji

O tym, że ciężkie jest życie na emigracji przekonało się wielu. Wiedzieli to chociażby tacy ziomkowie jak Norwid czy Mickiewicz. Parafrazując, tęskno im było do tych pagórków leśnych, ogórków kiszonych… No bo nie ma bata, nie ukrywajmy, pewnych polskich smaków, dźwięków, obrazów, zapomnieć się nie da. Na przykład taki Korwin-Mikke, chciałoby się wymazać osobnika i jego wypowiedzi z pamięci, skasować, zresetować, ale ni chu chu nie można. No trudno. Będziemy żyć z tym piętnem.

Zawsze czułam pokrewieństwo dusz z naszymi wielkimi wieszczami, jednak od sześciu lat to jakbym na jednym wózku z Cypkiem i Adasiem jechała! Smutek, żal i tęsknota moje serce rozdziera. Łezka się w oku kręci…ach…tęskno mi Panie!  Do czego najbardziej???

  1. Po pierwsze Primo- do błyskotliwych rozmów w ojczystym języku.

impreza

Jako osoba niezwykle elokwentna, bystra i zabawna, ubolewam, iż poziom moich konwersacji jest zbliżony do komunikacji Teletubisiów. Czyli: kapelusz, kapelusz, kapelusz, kapelusz. K-a-p-e-l-u-s-z. I jeszcze zbieram pochwały! Brawo Dżoana, to jest kapelusz. W poważnych dyskusjach głosu nie zabieram. Naciskana, odpowiadam : „Ja, chuje”. Czytaj: Tak, dobrze. I dobrze.

Zdarzają się również sytuacje jak ta dzisiejsza. Wpadam do pracy pozytywnie nakręcona. Po części dlatego, że udało mi się nie spóźnić, nie wpakować się za śmieciarę i pomalować rzęsy, a po części dlatego, że jest piątek, a co za tym idzie, jutro sobota. Także tego, myślę sobie, opowiem im po holendersku zabawną anegdotę. Anegdotę!- już to powinno mnie sprowadzić na ziemię, ale nie. Idę na całość. Jak u Chajzera. Nawijam, tworzę zdania podrzędnie-nadrzędnie-wielokrotnie złożone. Żongluję czasem. Idę jak przecinak. Dochodzę. Do puenty. Kończę.

A oni nic. Stoją. I patrzą na mnie z otwartymi gębootworami. I nagle jeden chrząka i mówi:  Dżoana, English of dutch, please.

 

2. Po drugie Primo- do pączków od Zalewskiego.

pączki

Tu liczę na zrozumienie ziomków z Kentucky. Pączki od Zalewskiego to legenda. Ważniejsza od koziołków. Herb Koźla powinien zawierać Trzech Braci Pączków. A podczas Dni Twierdzy Kozielskiej zawody w jedzeniu pączków na czas. Albo rzucanie pączkami z baszty. Chyba zrobię petycję. Podpiszecie?

 

3. Po trzecie Primo- do hot-dogów ze stacji benzynowej.

Kto jadł kiedykolwiek holenderskie hot-dogi, ten wie. Maślana bułka i frykadela w środku. Nawet pies na diecie tego nie ruszy. Dlatego po przekroczeniu granicy Rzeczpospolitej Polskiej, zawsze zarządzam odgórny nakaz tankowania co 50 km. I po dwa hot-dogi z tysiącem wysp na głowę.

 

4. Po czwarte Primo- do polskiego radia.

radio

Bardzo, ale to bardzo brakuje mi polskiego radia i polskiej muzyki. Przede wszystkim w samochodzie. Moja wiedza o rodzimych wokalistach zatrzymała się na etapie Ali Janosz. Czekam, kiedy będzie nas reprezentować na Eurowizji. Póki co, same Szpaki i Wursty…

5. Po piąte Primo- do wurstu (jeśli już o nim mowa)

polskie mięso

Tęskno mi do sklepów mięsnych, w których mogłam stać godzinami, śliniąc się na widok wędzonych szynek i wdychając zapach Myśliwskiej. Żaden Douglas nie ma takich zapachów jak polski mięsny. Z panią Krysią w czepku. W czepku urodzoną of course.

6. Po szóste Primo- do sklepów nocnych.

sklep nocny

Naszych Kaś, Baś, Studzienek, Źródełek i takich tam. Gdzie walisz o 1 w nocy po mydło lub powidło. Po proszek do pieczenia lub prezerwatywy. A przy okazji zimnego Leszka weźmiesz. I hotdoszka w promocji. U mnie najdłużej otwarta SriLanka. Do 23. W asortymencie same pasze, karczochy i piwo za 4 euro. Także podziękuję.

7. Po siódme Primo- do książek.

polska biblioteka

Na co dzień jestem nieskazitelnie cnotliwa i prostolinijna. Aż w oczy razi. Co niektórych. Niestety, mam kilka zboczeń od tej reguły. Poza mięsnym, moje zboczone skłonności ujawniają się także w pomieszczeniu z książkami. Wystarczy, że jest ich więcej niż pięć. Poziom podniecenia wzrasta z ilością egzemplarzy. Źrenice się powiększają, oddech przyspiesza, ręce drżą. Dotykam książki, głaszczę, wącham. Taka gra wstępna. Mąż się może uczyć. No ale cóż…emigracja nie dostarcza mi zbyt dużo podniet. Najbliższa polska biblioteka oddalona jest o 45 kilometrów. Pozostaje mi tylko zazdrościć tych nowości wydawniczych, bestsellerów, białych kruków, z którym obcuje Magda. Cieszę się jej szczęściem. Niech sobie dziewczyna poużywa. Taka ze mnie przyjaciółka. Bo u mnie- posucha.

I takie to życie emigranta. Naznaczone tęsknotą. Jak u marynarza. Na morzu, tęskni za lądem. Na lądzie, nie może usiedzieć i rwie się do morza.

I dlatego:

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,

Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,

Równie niewinnej…

Tęskno mi, Panie…

 

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,

Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,

Bez światło-cienia…

Tęskno mi, Panie…

(K.C. Norwid)

 

Jeśli ten wpis Cię zainteresował, rozśmieszył lub poruszył- zostaw komentarz, będzie nam bardzo miło.

 

 

 

 

18 thoughts on “Życie na emigracji- 7 rzeczy za którymi tęsknię

    1. Powinnam ten post Zalewskiemu wysłać 🙂 by zobaczył, że ludzie nie za mamą, nie za tatą, a za pączkami tęsknią! 🙂 może by mi 100 gratis dał…? pozdr Młodą Mamę.
      P.S. Łódź też jest całkiem fajna. Ja mam mnóstwo dobrych wspomnień z nią. Np. Rynek Bałucki 😉

  1. Dokładnie tak to wygląda. Ja jeszcze tęsknię za polską gocinnością, za tym, że wpadne do przyjaciółki i nie muszę się z nią ‚umawiać’ 2 tygodnie wcześniej. Tęsknię za byciem ‚u siebie’. I im dłużej tu mieszkam, tym tęsknota większa.

    1. Nie przyszlo mi to do glowy- goscinnosc, zgadza sie. Co prawda Holendrzy rowniez sa goscinni, ale zawsze w jakis inny sposob, niz ten do ktorego sie przyzwyczailismy. Pozdrawiam i duzo optymizmu zycze, mimo wszystko 😉

  2. Życie na emigracji… dokładnie tak to odczuwam. I każda wizyta w Kentucky to pączki od Zalewskiego i wurszty z mięsnego. Świetny wpis!

  3. 45km do biblioteki? Przecież to całe 30 minut samochodem! W dwie strony zapłacisz za paliwo pewnie 10 euro. Jeśli pozwolą wypożyczyć sensowną ilość to co to za problem?

    1. Niby tak. Kiedys byłam taka zdesperowana i jeździłam co drugi dzień, tam i spowrotem, pracując jako wolontariusz. Ale teraz i czasu i pieniędzy brakuje. Chciałabym córkę zapisać, żeby mogła oglądać polskie książeczki, póki co to wyprawa na pół dnia. No ale cieszę się, że taka biblioteka w ogóle jest w okolicy i to dobrze zaopatrzona 🙂 pozdrawiam

  4. Punkt 5 momentalnie przypomnial mi Wojaczka „Mitem rodzinnym”… a co za tym idzie nasze niezapomniane lekcje jezyka polskiego z fala meksykanska w tle ;D

    Pozdrawiam cala klase 4D 😉

    1. Marlenson, z Wojaczka to ja najbardziej pamiętam seks z pielęgniarką 😀 pozdrawiam Cie kochana 😉 i lajkuj mi tutaj wszystko jak leci 😉

      1. Moze trzeba by jakis wieczor filmowy zorganizowac… jak za dawnych czasow… Bedzie okazja przy lampce wina zaliczyc Punkt 1 😀

    1. O tęsknocie za rodziną mogłabym osobny artykuł napisać! Ten jest taki z przymrużeniem oka , o rzeczach błahych 😉

    1. Spory kawałek lat temu odezwała się w nas potrzeba zmiany- pracy, otoczenia. Potrzeba doświadczenia czegoś nowego i sprawdzenia, jak sobie radzimy w obliczu wyzwania. I padło na kraj tulipanów. I była to dobra decyzja. Choć życie wszędzie ma swoje blaski i cienie 🙂

  5. Witam, przeczytałam choć nie jestem na emigracji, wyobrażam sobie jakbym przeżyla bez kiełbas i książek. A propos książek mogę jakąś podesłać w ramach uwalniania biblioteki.

    1. Kiełbasa i książki- niezłe zestawienie 😉 A z podesłaniem to tak na serio? Bo ja przyjmę każdą ilość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.