Mamo, mamo, mamoooooo! Mamoza

Mam najsłodsze dziecko pod słońcem. Kochane, urocze, rozkoszne. Ale podczas okresu zwiększonej potrzeby bliskości mamy, co w skrócie nazywam mamozą, przeobraża się w dziecięce monstrum, które pragnie wykończyć nerwowo nie tylko matkę, ale także innych członków rodziny i pół osiedla. Gdybym mieszkała tam, gdzie Asia, w tym trudnym czasie zamiast iść rano po zakupy, odwiedzałabym coffee shopy. A tak… pozostaje mi jedynie melisa.

Mamoza czyli kim jesteś i czemu zjadłeś moje dziecko??

mamoza
Photo by Dakota Corbin on Unsplash

Dziecię śpi. Tzn. ładuje baterie na podrzemkowy pogrom. Plecy palą mnie od noszenia dwunastu kilogramów tego mojego (nie)szczęścia. Z pokoju do pokoju, z pokoju do kuchni. Inaczej płacz i drżącym głosikiem wypowiadana komenda „na jęki, mamo, na jęki”. No jak takie jęki, to tylko „na jęki”. Może mąż się zlituje i masaż zrobi. Nie, mąż padł w salonie na sofie. Został wykończony psychicznie. (A nie minęła jeszcze szesnasta!). W końcu wszelkie jego próby kontaktu z dzieckiem kończyły się dziś fontanną łez. A zatem to ja musiałam się wczołgać pod łóżko, by wyjąć autko, ja musiałam rysować kotki, moja ręka musiała podać kubeczek z wodą i to mi przypadł zaszczyt zapinania śliniaka pod szyją naszej latorośli. Zresztą z tym śliniakiem to gruba przesada, bo i tak na obiad był cyc, do którego me dziecię w czasie mamozy wisi przyssane jakby przyrosło do niego na amen. Moje samotne wyjście z domu? Histeria! Wyjście do innego pokoju? Panika! Nawet samotne wyjście do toalety przestało być możliwe.

A jeszcze wczoraj było samodzielne, pozytywnie nastawione, pełne wigoru i radości, chętnie spędzało czas z tatą, pozwalało się wziąć na ręce babci, siedziało grzecznie w foteliku samochodowym, z apetytem zjadło obiadek i zasnęło przy czytaniu bajeczki. A jeszcze wczoraj… zaledwie wczoraj…. Wczoraj. Jakże człowiek szybko się przyzwyczaja do dobrego. Łatwego. Przyjemnego. (I do melisy – dajcie mi coś mocniejszego!)

Ktoś mi kiedyś powiedział, że przy dziecku nie można przywiązywać się do trwającego w danym momencie stanu. Jeśli jest dobrze, ciesz się i świętuj. Bo nie znasz dnia, ani godziny, gdy dzieciątko przeobrazi się w bachora. Gdy jest źle, dodawaj sobie otuchy myślą, że jeśli zdołasz nie wyrzucić go przez okno, to jutro, pojutrze będzie lepiej. Po burzy wyjdzie słońce. Nie wiem, dlaczego zapominam o tej mądrości, gdy wszystko pięknie się układa i każdorazową metamorfozę mojego dziecięcia w buczącego człowieka – koalę witam z wielkim zdziwkiem i niedowierzaniem.

Mamoza czyli lęk separacyjny

mamoza

A mamoza pojawia się u dzieci co jakiś czas i nie jest niczym nienormalnym. Można od razu uspokoić zestresowane babcie i uciąć komentarze „ależ rozpuściłaś!”. Kryzys przywiązaniowy, lęki separacyjne czy po prostu atak mamozy to zwykle sygnał, że dziecko wchodzi w nowy etap. I choć bywa to męczące (ciągle na rękach!), frustrujące (nic nie mogę zrobić, bo mam zajęte ręce!) i przerażające (będę mieć jeszcze kiedyś wolne ręce??), to zwykle szybko się kończy i przynosi skok rozwojowy. Zmianę z efektem wow. Jak przetrwać? Ja tulę, noszę, jestem. Choć czasem mam ochotę uciec. I na dzień dobry parzę wielki kubas melisy.

Co właśnie uczyniłam. Piję to błogosławione zioło i stukam w klawiaturę, a T. usiłuje wykąpać swą córkę. Usiłuje. Bo córka stoi w wannie i nie jest skłonna ulec gorącym prośbom, by usiadła i zrelaksowała w tej pełnej piany i bąbelków kąpieli. Jako że zarządzanie kąpielowym kryzysem to drugie imię mojego męża, to nie wkraczam od razu. W sensie nie od pierwszego wrzasku, wrzasku, który przypomina mi intro „From the muddy banks of the wishkah” Nirvany. Ze skóry jej przecież nie obdziera. Ale ryk przechodzi w płacz i łamiące me matczyne serce zawodzenie: Mamooo, mamoooo. Wracaj!

Co robić? Wracam. Jeszcze tylko łyk, jeszcze jeden… Idęęęęę!

Jeśli ten tekst Ci się spodobał, wzruszył Cię lub rozbawił, jeśil masz podobne doświadczenie – zostaw komentarz!  Z przyjemnością przeczytamy. (Jeśli akurat masz zajęte ręce, bo Twoje dziecko ma atak mamozy, odezwij się za kilka dni. A męża poproś o kubek melisy już teraz ;))

4 thoughts on “Mamo, mamo, mamoooooo! Mamoza

  1. Najgorsze są wyrzuty taty- że niby dlaczego jego własna córka nie chce do niego przyjść? A ja bym chętnie oddała- a niech bierze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.