Aaaaa!!! Rodzę!!! Jak przygotować się do porodu?

Temat, na który większość matek potrafi rozmawiać godzinami. I słuchać, potakując ze zrozumieniem głową. Jak te zabawkowe pieski, które kiedyś woziło się w autach. Ja sama łapię się na tym, że każdej nowo poznanej matce, po 20 minutach rozmowy, zadaję pytanie: A jak tam twój poród? I wtedy lody się przełamują. To taki kobiecy bruderschaft. Który zmienia wszystko.

Jak przygotować się do porodu? dodajmy jeszcze- pierwszego. Czy to w ogóle możliwe?

Paradoksalnie, kiedy mężczyźni usłyszą, że kobiety rozmawiają „o tym”, momentalnie bledną, wpadają w popłoch i dają wyraz swojemu zniesmaczeniu. Nagle tacy delikatni i wrażliwi się robią! A niech, nie daj Boże, usłyszą słowo „łożysko” lub „wody płodowe”- wtedy ewakuacja gwarantowana. Bo co, jak co, ale porodów to facet nie zniesie. Męska psychika nie jest w stanie przetworzyć obrazów, które podsuwa wyobraźnia. Nie chodzi bynajmniej o napinające się kobiece pupki, bo z wyobrażeniem sobie ich problemu nie mają. Jednak wyobrażenie to, nijak nie współgra z krzykiem, bólem, potem i krwią, które nieodłącznie towarzyszą porodowi. Także jedyne pupki, które mężczyźnie są w stanie przechowywać w swojej pamięci, to te widziane na siłowni. Wtedy nawet krzyk i pot przełkną. Ale w żadnej innej sytuacji.

Nie ma bata- facet porodu nie lubi. Kobieta też nie. Tylko jej, akurat, nikt o zdanie nie pyta. Mój mąż również miał wątpliwości, co do towarzyszenia mi przy porodzie. Szybko i stanowczo je rozwiałam. Razem zrobiliśmy dziecko, razem je urodzimy. I tak przejęłam na siebie lwią część roboty. Minęły czasy, kiedy facet czekał pod szpitalem albo przychodził następnego dnia i brał na ręce czystego, pachnącego bobasa. O nie, nie, nie, nie, nie.

Jak przygotować sie do porodu?
Bezcenne rady Magdy 🙂

I chociaż mąż mój nadal na dźwięk słowa „łożysko”, (kiedy zorientuje się, że nie ma ono nic wspólnego z branżą motoryzacyjną) robi się zielony, to przy porodzie spisał się na medal. A było to tak…

Dawno, dawno temu…

…kiedy kształtem i rozmiarem przypominałam hipopotama, spędzałam noce na rozmyślaniu, jak to właściwie ten poród się odbywa? I choć teorię trochę znałam, przerażała mnie część praktyczna. A dokładniej- mój udział w niej.

Jakoś nigdy nie przepadałam za szkołą, więc do szkoły rodzenia też nie poszłam. Wysłałam tam Magdę. Robiła mi notatki, wykresy i rysunki. Oddychała za mnie i napinała mięśnie pochwy. Ja w tym czasie leżałam na kanapie i oglądałam Porodówkę. Także jakieś przygotowanie miałam.

Jak przygotować się do porodu?
Moje vademecum rodzącej, które znalazłam w skrzynce na listy 🙂

Zaczęło się…

Na nic się jednak ono zdało, kiedy 18 sierpnia o godzinie 5:30 rano odeszły mi wody. Początkowo, zrodziło mi się podejrzenie, iż może po prostu, najzwyczajniej w świecie, zsiusiałam się w łóżku. Jednakże pokojarzyłam szybko fakty, chociażby takie, że zazwyczaj nie sikam w łóżku i że jestem 3 dni po terminie, więc mówię do męża:

-Zaczęło się. Odeszły mi wody.

-To co robimy? Mam nie iść do pracy

-Nie no…idź…tylko bądź po telefonem. Ja się naszykuję i jak coś to dam znać.

I poszedł. A ja się naszykowałam. Torbę postawiłam pod drzwiami i czekałam. Godzinę, dwie, trzy. Nic. Obejrzałam wszystkie seriale. Nic. W międzyczasie zadzwoniła bratowa. Że jak chcę, to dzisiaj ma czas, żeby mi włosy zrobić. Dobra- mówię- tylko się pośpiesz, bo może będę rodzić.

Rafał wrócił z pracy, myślał, że zobaczy dziecko, a zamiast tego, ujrzał mnie, ścinającą włosy.

No to stwierdził, że wykorzysta moment i skoczy jeszcze na siłownię. No problem. Tylko bądź pod telefonem.

Wpadła tez położna. Pyta, jak się mam. Świetnie. A gdzie mam wodę? W kranie. Ale nie tę, tę płodową. Patrzę na nią i tłumaczę sobie w głowie, czy ja aby na pewno dobrze zrozumiałam…Jak to gdzie? W toalecie. To nie złapałam do słoika? -pyta zdziwiona. I wtedy przyszła mi myśl, że może jednak jeszcze zdążę do Polski dojechać…? Popaprani Holendrzy.

Jak przygotować sie do porodu?
Upsss!!! Jednak Meg mnie o tym uprzedziła! Mogłam lepiej się przyłożyć do lektury… :/

O 19 pojechaliśmy do szpitala na kontrolę. I wtedy się zaczęło…Pierwsze skurcze, pierwszy ból. Ktg. Albo zaraz urodzę albo umrę. Ale nic z tych rzeczy. Pielęgniarka potwierdziła, że faktycznie akcja porodowa się zaczęła. I mogę wracać do domu. Aaaaaa!!! Nienawidzę Holendrów! Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że ja chcę rodzić w szpitalu, że ja mam dostać znieczulenie, że zostanę i poczekam… Nie. Holendrzy są bezwzględni. Won do domu. I przyjść jutro o 6, jeśli nic się nie zmieni.

No to wracamy. Tą naszą Micrą. Po progach zwalniających. Rafał pyta czy jechać szybciej, ale boleśniej, czy wolniej, ale dłużej? Szybciej!!!- krzyczę. Nie!!! Wolniej!!! …Szybciej!!! Aaaaa…!!!

W domu już tylko gorzej. Rodzina w Polsce utworzyła grupę wsparcia. Wyłączam telefon, bo nie jestem w stanie zdawać relacji na żywo i rodzić. Rafał ogląda mecz, więc staram się rodzić po cichu. W końcu boli tak, że już bardziej nie może, a mecz się skończył, więc dzwonimy po położną. Pyta czy zmierzyłam temperaturę. Od tyłu. Mówię, że tak. Choć wiadomo, że nie, głupia nie jestem. Nie po to wymyślili błyskawiczne termometry do ucha, do czoła, do nosa, żebym miała je teraz do tyłka wkładać! Popaprani Holendrzy. Totalnie.

Położna przyjeżdża. Tak się cieszę na jej widok. Daję temu wyraz puszczając na nią wielkiego pawia. Cudowną ma pracę- myślę sobie. Ale co tam…mam większe problemy w tym momencie. A ona fachowym okiem rzuca tu i tam, i zanim zdążyłam zaprotestować, mierzy mi temperaturę. Po holendersku…

Jeśli chcę dostać znieczulenie musimy jechać teraz. Zgadzam się całą sobą. Ale na wszelki wypadek potwierdzam to drugim pawiem. Biorę miskę pod pachę i mówię, że jadę z nią. Czyli z miską. I z położną. W końcu babka nie pierwszy raz wiezie kobietę do porodu, musi jeździć lepiej niż Rafał.

W holenderskim szpitalu o 1 w nocy panuje zupełna cisza. Bo prawie nikogo tam nie ma. Wzywają dla mnie anestezjologa. Jego pomocnik próbuje rozładować atmosferę. Zagaduje coś do mnie, że fajna pidżamka. Mam ochotę wbić mu strzykawkę w oko. A on nawija, że ma dwójkę dzieci, wie,co to poród. Ta…wie! Wie to jego żona. A on niech mi daje ten zastrzyk, bo od tego tu jest.

Jak przygotować sie do porodu
Szkoda, że żadnej gierki mi nie zostawili 🙂

I nagle… życie staje się piękne. Nie czuję bólu. Czuję się wyśmienicie. Rozglądam się dookoła, zauważam, że ten pielęgniarz to mega przystojny jest. Taki ma niebieski czepek i oczy. Ciekawe czy o tej pidżamce to on tak serio…?

Mówią, że teraz to może kilka godzin potrwać. Więc wstawią Rafałowi łóżko. Zarzeka się, że nie, przecież nie będzie spał. Po 10 minutach chrapie. No to biorę telefon i dzwonię do mamy, strzelam sobie selfie…hmm…co by tu jeszcze porobić?

Jak przygotować sie do porodu?
Zwarty i gotowy do działania mąż. Chwilowo regeneruje siły 😉

Rafał obudził się przestraszony, bo śnił mu się poród. Po kolejnych piętnastu minutach Lisa Charlotte była już z nami. Tej nocy w wydarzyło się więcej cudów. Położna, która mnie przywiozła, przyszła nam pogratulować i powiedziała że właśnie odebrała w domu poród bliźniaków. A teraz przywiozła kolejną rodzącą. I patrząc na nas, trzymających Lisę w ramionach i ociekających szczęściem, powiedziała, że lepszej pracy nie mogłaby sobie wyobrazić. (Czyli wybaczyła mi pawia).

the end

I to już koniec tej historii, którą wbrew pozorom, opowiedziałam w wielkim skrócie. Jak każda matka, pamiętam każdą minutę tego dnia. Dnia, który był końcem i początkiem równocześnie.

Jestem pewna, że wszystkie historie porodów są piękne. Pomimo swej brzydoty i fizjologiczności. Pomimo potu, krzyku, krwi czy nawet termometru w tyłku. Nie prawda, że po urodzeniu dziecka zapomina się o bólu. Pamięta się go doskonale. Przy siadaniu na krześle, robieniu kupy czy pierwszym seksie. Jednak nie zmienia to faktu, że poród jest najważniejszym i najpiękniejszym momentem w twoim życiu. Mimo wszystko.

Jakie są Wasze historie porodów? Skakanie na piłce, basen z odgłosami delfinów czy poród w domu? Podzielcie się, poryczymy razem 😉

3 thoughts on “Aaaaa!!! Rodzę!!! Jak przygotować się do porodu?

  1. Jak tak wygląda pobyt w Spa to ja dziękuję! Ale faktycznie, nie upieram się, że miałam najcięższy poród 🙂 miałam szczęście rodzić po ludzku 🙂

  2. Nie ma bata , to nie był żaden poród tylko wczasy w SPA!!! Nie ma sprawiedliwości na tym świecie::):):) proszę o artykuł o porodach od osoby która” naprawdę rodziła” i to minimum 12 godzin w bólach!!!
    :):):)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.