I popłynęła nagle wielka, ciemna woda… Powódź tysiąclecia oczami dziecka

powódź tysiącleciaLipiec 1997, wielka woda. Powódź tysiąclecia

„A przecież mówią, że gdy lato to pogoda.
Pęcznieją sady i żywicą pachnie las.
A popłynęła nagle wielka ciemna woda
I stanął zegar, ruszył czas”

***

Mam dwanaście lat. Jestem pół tysiąca kilometrów od domu. Na pierwszej w życiu kolonii. Pierwszy raz w życiu strasznie się boję. Ktoś widział w telewizji zalane po dach domy, wyrwane chodniki, tonące zwierzęta. Ludzi brodzących po pachy w brunatnej wodzie. Ktoś usłyszał nazwę miasta, w którym mieszkam. 

Wychowawcy zaprzeczyli. – Nic takiego się nie dzieje, nie macie się czym martwić – uspokajali. Tego dnia telewizor zniknął ze świetlicy.

***

powódź tysiąclecia

To nie jest era komórek, smartfonów i internetu. O nich nikt jeszcze nie słyszał. W ośrodku, w którym mieszkamy jest jeden telefon stacjonarny. Nie możemy z niego korzystać. Chyba, że ktoś do nas zadzwoni. Ale nikt nie dzwoni. Telefon milczy. Siedzę na ławce przed dyżurką i czekam. Jestem umówiona z mamą na telefon. W środę o 16-tej.

Cisza. Cisza. Cisza nie do wytrzymania.

Wiem, że mama by nie zapomniała. Dlatego boję się coraz bardziej. Powódź… co to znaczy powódź? Czy działają wtedy telefony? Czy może przyjść po cichu, gdy ludzie śpią? Czy można w niej… utonąć? Dźwięk telefonu powoduje, że zrywam się na równe nogi. Recepcjonistka pyta, czy jestem Magda i podaje mi słuchawkę. Czuję ulgę tylko przez moment. Po drugiej stronie kabla nie ma mojej mamy, nie ma mojej mamy, nie ma jej po drugiej stronie kabla, nie ma mamy, więc gdzie jest, gdzie jest mama… Głos, który słyszę w słuchawce, to głos mojej cioci. Głos, który próbuje mnie uspokoić. Niewiele rozumiem. Słychać szumy i trzaski, ciągle coś przerywa. W uszach pulsuje mi krew. Ciocia mówi, że nic takiego się nie dzieje, że nie ma się czym martwić. Jej głos drży niepokojąco.

***

Nikt nic nam nie mówi. Nie wiem więc o tym, że przyszła Wielka Woda. Że wdarła się do naszego domu, sięgając górnej framugi drzwi. Że szafy, które stały dumnie w sypialni, pływają teraz po mieszkaniu, obijając się o ściany, gubiąc swoją zawartość. Że moi rodzice siedzą na dachu domu i patrzą, jak toną małe sarny. Że moją ulicą płynie amfibia. Że sąsiadce tak spuchły nogi, że musieli ją zabrać do szpitala helikopterem. Nie wiem nic o tym, że pod wodą znalazło się moje dzieciństwo.

***

Wracamy. Kupiłam dla wszystkich pamiątki znad morza. Dziewczyny ze starszej grupy wydały ostatnie pieniądze na zgrzewkę butelek z wodą i całe opakowanie papieru toaletowego. Słyszały w radiu, że tego brakuje na zalanym terenie. Każdy już chce być w domu. I nikt nie wie, czy go jeszcze ma.

Autokar przyjeżdża w zupełnie inne miejsce niż planowano. Boję się, że nikt mnie nie odbierze z parkingu. Przyklejam twarz do szyby. Jest, jest tata. -Jak dobrze wrócić do domu! – mówię, mocno się do niego przytulając. A on patrzy na mnie dziwnie zmęczonym wzrokiem i mówi: – Nie mamy domu. Nie mamy dokąd wracać.

Tłum, który nas otaczał, znika. Znajomi z kolonii, ich rodzice nagle przestają istnieć. Jestem tylko ja i on. Tato. Który płacze.

powódź tysiąclecia
suszenie kuchni po Wielkiej Wodzie

***

W milczeniu jedziemy przez miasto. Zjeżdżamy coraz niżej, kierując się w stronę rzeki. Woda już opadła, zostawiając kilogramy mułu, śmierdzącego, oblepiającego drzewa i mury szlamu. Smród, który przenika do auta mimo zamkniętych okien, powoduje, że chce mi się wymiotować. Tata nie skręca w naszą ulicę, jedziemy prosto do babci. Na chodnikach przed domami piętrzą się góry starych mebli, stosy śmieci. Nagle dociera do mnie, że taki stos musi być przed naszym domem. Stos stworzony ze stołu, przy którym jedliśmy obiady, biurka, przy którym uczyłam się pisać, łóżek i ulubionej pościeli, ubrań, których nie zabrałam na wakacje, pluszowych misiów, które kolekcjonowałyśmy z siostrą od zawsze, zdjęć z mojego dzieciństwa, pierwszych rysunków, baśni z ilustracjami na kredowym papierze. 

powódź tysiąclecia

***

Dziś mija 20 lat od kiedy do naszego domu weszła Wielka Woda. Choć minęło dwadzieścia lat płaczę, pisząc te słowa. Od tamtej pory zawsze nim wyjadę, obchodzę wszystkie kąty, żegnam się z domem jak z przyjacielem, na wszelki wypadek, gdybyśmy mieli już się nigdy nie spotkać. Choć minęło dwadzieścia lat moja mama nadal nie może słuchać jednostajnego stukotu deszczu. Stukotu deszczu o świat, który rozpadł się wtedy na miliony… kropel.

Dlaczego my? Dlaczego tutaj? Czemu tak?
Pytamy ciągle, jak pytają małe dzieci.
A odpowiedzi brak, A odpowiedzi brak,
Bo to jest wielka tajemnica rzeki”

powódź tysiąclecia, Koźle Port
fot. Zygfryd Górecki , źródło: https://www.facebook.com/kozleport/
powódź tysiąclecia Koźle Port
fot. Zygfryd Górecki, źródło: https://www.facebook.com/kozleport/

 

 

 

powódź tysiąclecia, Koźle Port
fot. Zygfryd Górecki, źródło: https://www.facebook.com/kozleport/

Jeśli ten wpis Cię zainteresował, rozśmieszył lub poruszył- zostaw komentarz, będzie nam bardzo miło.

2 thoughts on “I popłynęła nagle wielka, ciemna woda… Powódź tysiąclecia oczami dziecka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.