Lecąc na szmacie – matka blogerka do matki blogerki

Matka Blogerka

Faktycznie. Mieszam jedną ręką w garze, a drugą klepię tekst na blogaska. Nie wiem, czy to po bożemu, czy typowa matka blogerka ma w swym skandynawskim wnętrzu wydzieloną strefę pracy i czas, kiedy oddaje się sztuce tworzenia postu nasyconego frazami, czy raczej stawia na multitasking i leci na szmacie tłukąc w klawiaturę. Ja piszę na laptopie ustawionym na blacie między deską do krojenia a blenderem. Bloguję robiąc zupę. Brawo ja.

Joa mówi (TUTAJ: Blogowy lans), że daleko nam do innych blogerów, do fanpejdżów i innych takich takich. No może Jej, bo mi do niektórych bardzo blisko.

Na przykład do Upierdolonej kuchni. Zwłaszcza, gdy piszę gotując.

Poza tym mogę pochwalić się kuchnią z modnym tynkiem strukturalnym. Receptura i wykonanie – Hanna, moja latorośl, przyszła pani dekorator wnętrz, spec od wykończeniówki (o tak, wykańczanie to Jej drugie imię ). The remonts to jej powołanie. Za trzydzieści lat możecie się rozejrzeć, czy już nie wykosiła konkurencji na rynku.

Aha, Joa, nie mówi się, że masz wszystko z innej parafii, tylko, że panuje u Ciebie styl eklektyczny. U mnie na przykład właśnie taki panuje. Chyba że chodzi o łazienkę. Tam mam typową Bułgarię. Lata 70-te. Retro, oldskul, wintydż. Jako że leżą mi na sercu estetyczne walory naszego bloga, nie wrzucę tu fotki z mej bułgarskiej łaźni.

Nie będzie niczego

Ale w jednym muszę się z Asią zgodzić. My nie jesteśmy normalne. I ten nasz holendersko-polski blog parentingowo-lajfstylowy o dwóch twarzach i stu tysiącach znaków o niczym i o wszystkim też normalny nie będzie. I z okazji pyknięcia pierwszego miesiąca blogowania, chcemy Wam (i przed sobą samym) wyznać, iż:

  • Nie będzie tu lansu (No może poza Mauritiusem Joanny)
  • Nie będzie tu analizy nowego modelu Quinny ani innego Cybexa. (No chyba, że jakiś producent będzie bardzo nalegał, byśmy przeprowadziły polsko-holenderski test. Ale musiałby prosić nas bardzo. Bardzo)
  • Nie będziemy pisać o tym, jaki jest najlepszy sposób na odstawienie dziecka od piersi, uspokojenie ryku i uśpienie dziecka w 5 minut. ( Poza tym, taki nie istnieje).
  • Nie znajdziecie u nas inspiracji modowo-kulinarno-wnętrzarskich z najwyższej półki (nie licząc tych z półki z Lidla i Pepco, Zeemanna i Priemarka)
  • Nie znajdziecie nic o dietach cud i nie uświadczycie fotek z brzuchami w postaci kaloryferków. (Brzuchy i kaloryfery są dla nas niekompatybilne. Jeśli się pojawią na blogu, to tylko osobno).

A co znajdziecie? Tego nawet najstarsi górale śląscy nie wiedzą.

Pisz po pijaku, poprawiaj na trzeźwo

Ze swojej strony mogę zagwarantować, że wszystkie moje ukazujące się na blogu teksty będą pisane na trzeźwo (dopóki będę matką karmiącą, bo potem to nie wiadomo). Moje, powtarzam. Za Dżoanę nie ręczę. Bliższy jej Hemingway od psiapsióły ze szkolnej ławy: Pisz po pijaku, poprawiaj na trzeźwo.

Bloguj lecąc na szmacie.

P.s. Joanno, te zdjęcia specjalnie dla Ciebie. Tak pięknie korespondują z Twoimi.

 

P.s.2 Czy Ty wiesz, że to zostanie w sieci na zawsze???

Jeśli ten wpis Cię zainteresował, rozśmieszył lub poruszył- zostaw komentarz, będzie nam bardzo miło.

2 thoughts on “Lecąc na szmacie – matka blogerka do matki blogerki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.