Wakacje z dzieckiem na Mauritiusie c.d.

Mauritius zwiedzanie

„Bóg najpierw stworzył Mauritius, wyspę na oceanie Indyjskim, a dopiero później, na jej podobieństwo, raj”

– napisał Mark Twain. I rzeczywiście wyspa ta jest miejscem bardzo urokliwym. Wybrzeżu, oceanowi, plażom nie można nic zarzucić. Hotele zazwyczaj prezentują wysoki standard. Tubylcy, czyli Kreole (co oczywiście kojarzy mi się z „Krejzole”) bardzo uprzejmi i sympatyczni. Nawet ci, którzy mieli nadzieję coś sprzedać, taktowni i nienachalni. To przemawia na korzyść wyspy. Jednak czy Mauritius jest tak wyjątkowy, że warto wydać spore pieniądze na bilet, lecieć 12 godzin i wracać tam każdego roku?

I tak i nie.

My, po dwutygodniowym pobycie, cieszymy się, że nasze stopy stanęły na kolejnym, nieznanym nam lądzie. Że odkryliśmy w końcu to, na co zawsze patrzyliśmy z zaciekawieniem znad mapy. Czy żałujemy? Nie. Czy wrócimy? Nie. Ale może po kolei…

Czego ciekawego dowiedziałam się o Mauritiusie?

  • jest wyspą na Oceanie Indyjskim sąsiadującą z Madagaskarem (900 km)
  • w XVII w została skolonizowana przez Holendrów i nazwana na cześć księcia Maurice z Nassau (potwierdzam, że takowy musiał istnieć, bo co druga ulica w NL nazywa się Mauricestraat lub Nassaustraat)
  • 50% ludności wyznaje hinduizm
  • jej symbolem jest ptak dodo. I tutaj od razu wyjaśnię dla niezorientowanych- dodo nieżyje. Is dead. Jest nawet angielskie powiedzenie: dead as dodo. Oczywiście, w życiu go nie słyszłam. No więc koniecznie chciałam zobaczyć tego sławnego ptaka. Tak jak w Australii polowałam na kiwi, teraz zawzięłam się na dodo. Dopiero zdziwiona moimi planami przewodniczka wyjawiła mi smutną prawdę. Także dodo is dead. Jakby co.
  • w czerwcu jest pora zimowa. Huhuha, huhuha…puchową kurtkę każdy Kre(jz)ol ma.
Mauritius hindu
Światynia hinduska
Port Louis Mauritius
Port Louis
Mauritius Port Louis
Zimowa kurtka sie przyda. W końcu to zima. Nieważne, że 28 stopni…

Co warto zobaczyć na Mauritiusie?

 

Chamarel- Wodospad i Ziemia siedmiu kolorów plus żółwie olbrzymie

Chamarel wodospad
Chamarel
7 coloured earth chamarel
Ziemia siedmiu kolorów
7 coloured earth mauritius
7 coloured earth
żółwie olbrzymie chamarel
Żółwie olbrzymie w Chamarel

 

Muzeum Curious Corner of Chamarel

curious corner of chamarel
Muzeum osobliwości
curious corner of chamarel
Curious corner of Chamarel

Idea fajna, w praktyce jest kilka niedociągnięć. Jeśli ktoś z pracowników nie udzieli ci wskazówek jak zrobić zdjęcie, błąkasz się bez celu. A pracowników jak na lekarstwo…

Post Louis- słynne parasole, targ i fort Adelaide

Port louis parasole
Port Louis Markt
Port Adelaide Mauritius
Fort Adelaide

 

Wybrzeże Flic en Flac, Balaclava, Blue Bay

Blue Bay Mauritius
Blue Bay
Blue Bay Mauritius
Blue Bay
Flic en Flac Mauritius
Flic en Flac

Flic en Flac

Rafa koralowa

Mauritius water ski
Żeby nie było, że tylko leżę i czytam książki 🙂

To, co zobaczysz w przewodniku kontra to, co zobaczysz na ulicy

Mahebourg Mauritius atrakcje

Mauritius atrakcje
Miejscowa restauracja
Mauritius jedzenie
Regionalne przysmaki

Kontrast pomiędzy resortem hotelowy, a warunkami mieszkaniowymi tubylców jest ogromny. Jeśli podczas urlopu chcesz pospacerować pięknymi deptakami, alejkami i posiedzieć w klimatycznych knajpkach- wybierz inny kierunek. Niestety kreolskie miasteczka i wsie emanują biedą i odbiegają od europejskich standardów. Także kogo zniechęca jedzenie nowych potraw (typu naleśników podawanych ręką) niech lepiej nie wychodzi poza hotel. Nam, na szczęście, nie jest to straszne i popróbowaliśmy wszystkich regionalnych przysmaków. W końcu co cię nie zabije, to cię wzmocni.

A propos przysmaków…wiecie co to jest?

mauritius gra w kulki
Gra w kulki. Niejadalna. Nawet po rumie.

Bo ja nie wiedziałam…a raczej zostałam wprowadzona w błąd. Taka sytuacja: zostaliśmy zaproszeni na imprezę hotelową z drinkami i przystawkami. No to idziemy jak w dym. Degustacja rumu to to, co Polacy lubią najbardziej. Także tego, degustuję i degustuję, no i przekąski też podjadam, bo wiadomo, człowiek głodny to zje. Tym bardziej za darmo. I nagle moim oczom ukazuje się ta oto taca z przystawkami! Na swoje usprawiedliwienie dodam, że światło nie było tam najlepsze. Półmrok. W zasadzie nawet mrok. Egipskie ciemności. Więc myślę: oliwki!!! Czarne, zielone…No i wzięłam. I wtedy zapanowała ta niezręczna cisza…znacie ten moment, kiedy czujecie na sobie oczy innych i nie wiecie czy zemdleć, czy udać atak serca, czy zapaść sie pod ziemię? Ja znam.

Także najważniejsza rzecz jakiej się nauczyłam na Mauritiusie to: jak rozróżnić oliwki od gry w kulki. Kamienne.

P.S.

Co do Lisy to jej bunt dwulatka, o którym pisałam w poprzednim poście, trwał dwa dni (czyli nadal wszystko przed nami!). Chyba potrzebowała czasu na zaklimatyzowanie. Po dwóch dniach wróciła nasza córka. Zwarta i gotowa na podbój Mauritiusa.

 

Jeśli ten wpis Cię zainteresował, rozśmieszył lub poruszył- zostaw komentarz, będzie nam bardzo miło.

4 thoughts on “Wakacje z dzieckiem na Mauritiusie c.d.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.