Bunt na Mauritiusie, czyli o tym jak nie planować wakacji z dzieckiem

Mauritius z dzieckiem

Mauritius z dzieckiem. Dwuletnim.

Przyznaję ze skruszonym sercem. Zgrzeszyłam. Zaplanowałam sobie post w stylu: „Jak spędzić cudowne wakacje z dzieckiem – poradnik dla zagubionych” lub „Maurituis z dzieckiem – wszystko można ogarnąć”.
Jednak takiego postu nie będzie. A jeżeli gdzieś jest, to chętnie przeczytam. Może się czegoś nauczę. Na razie nauczyłam się pokory. I tego, że z dzieckiem, mimo najszczerszych chęci, nie przewidzisz wszystkiego. Nie zaplanujesz.

Mauritius z dzieckiem
Taka oto sytuacja:

Wszelkie atrakcje dostępne w hotelu okazały się być darmowe. Także katamaran, narty wodne, rowerki, kajaki, surfing, snurking – wszystko do naszej dyspozycji! Spa, siłownia i salon gier. Czeka na mnie. I chyba jeszcze trochę poczeka….

Bo nasze cudowne, bezproblemowe dziecko zniknęło.

Mauritius z dzieckiem

Przepadło. Zostało w Holandii. Od dwóch dni mamy Małą Diablicę. Dziecko z grupy tych, co to myślisz ze współczuciem: Tym to się niegrzeczne dziecko trafiło! 

Mauritius z dzieckiem

O ile jeszcze lot przebiegł bez większych problemów, o tyle tu na miejscu Lisa zrobiła już wszystko, żeby nam pokazać, co o Mauritiusie myśli. Ryczy, kiedy tylko jej stopa dotknie choćby ziarenka piasku. Woda za zimna albo za mokra. Nie wiadomo. Jedzenie paskudne. Nowy wózek – niewygodny. Każda propozycja – z góry odrzucona. A próba zwiększenia dystansu z mamą do 5 metrów kończy się sromotną klęską.

Mauritius z dzieckiem
Rafał załamany. Urlop życia,
póki co, jest porażką życia. Wczoraj skorzystaliśmy z zaproszenia hotelu na darmowe drinki i przekąski. To nas uratowało. Usiedliśmy w kątku tuż obok pani serwującej rum i braliśmy jak leci… i patrzyliśmy zrozpaczonym wzrokiem – to na siebie, 
to na panią z rumem, to na rozłożoną na stoliku mapę. Na której pozakreślaliśmy markerem miejsca, które chcemy zdobyć.

Mauritius z dzieckiem

Bunt na Mauritiusie

Póki co zdobywamy się na cierpliwość. Doznałam olśnienia. W basenie. Bunt dwulatka! – drę się do Rafała. To musi być bunt dwulatka. Jednak istnieje. I dopadł Lisę. I dopadł nas. Na środku Mauritiusu. Na końcu świata. Czyli to nie zęby. Nie przejdzie jutro. Czyli katamaran, spa i nurkowanie… aaaaaaa!!!!

Jeśli jesteście ciekawi ciągu dalszego… wkrótce nastąpi. O ile wcześniej nie popełnię sepuku 🙂

Mauritius z dzieckiem

Jeśli ten wpis Cię zainteresował, rozśmieszył lub poruszył- zostaw komentarz, będzie nam bardzo miło. 

2 thoughts on “Bunt na Mauritiusie, czyli o tym jak nie planować wakacji z dzieckiem

  1. Kurzy ryj! To super wpis! Zaraz usiądę i będę płodzić coś, co wyprowadzi takich rodziców jak Wy (i ich dzieci) na prostą… Zabrakło Wam pięciu centymetrów do szczęścia, bo Wasza Pociecha nprawdę nie jest takim diabełkiem jakiego tutaj przedstawiasz. Dzieci na wakacjach na Mauritiusie są bezbłędne, wystarczy przewidzieć parę spraw. To kapitalny pomysł na wieeelki artykuł!
    Bardzo mnie rozbawiłaś, mam nadzieję, że wspominacie jednak to miejsce jako coś miłego?.. 🙂 Pozdrawiam ciepło, Kasia

  2. Czyli jest sielanka.! Cieszcie sie buntem dwulatka ,bo to pestka …w porownaniu do focha mlodziaka w wieku dojrzewania.
    Jestescie WY,Mauritus i Rum calkiem udane wakacje.hi hi hi
    Pozdrawiamy z Limburgskich tropikow
    Cieszcie sie chwila!
    Pa pa Ola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.